Mimo, że w lesie mamy pełną eksplozję wiosny, to dziś będzie troszkę zaprzeszły materiał. A mianowicie, dokładnie miesiąc temu miałam okazję być w naszych przepięknych Tatrach. Śniegu było jeszcze całkiem sporo, ale słońce operowało już porządnie (czego dowodem była moja twarz, przypominająca spieczonego pomidorka...) i śnieg dosłownie znikał z oczu. Taka pogoda nie bardzo sprzyjała wędrówkom po wysokich górach - grząźnięcie w ciężkim mokrym śniegu do przyjemnych nie należy, więc z Rosomakiem postanowiliśmy zmienić program wycieczki i zapuścić się w doliny.
Trafiło na Dolinę Chochołowską i absolutnie nie żałuję tej zmiany planów :)
A czemu? Tylko spójrzcie...