Póki co, tej zimy była dosłownie odrobina zimy. Ale wystarczył jeden dzień aby wszystko wokół otuliło się śnieżnym puchem. Było pięknie, bielutko, śnieżnie, słonecznie, rześko, zimowo :) Jako, że nie było wiadomo ile czasu śnieg się utrzyma ani kiedy następny raz spadnie kolejny, trzeba było ten piękny styczniowy weekend właściwie wykorzystać :)
Ponieważ opady śniegu były bardzo obfite, a śnieg mokry, na gałęziach drzew powstały puchate śniegowe czapy. Taki mokry ciężki śnieg pozostający na gałęziach drzew wygląda bardzo malowniczo, lecz niestety może powodować wiele szkód w lesie. W leśnictwie zjawisko takie określa się mianem okiści i może ono prowadzić do łamania się gałęzi i konarów drzew, deformować pnie, a nawet wywracać całe drzewa.
Na szczęście kolejne dni przyniosły odwilż i po śniegu nie było śladu, na nieszczęście dla mnie :/ Dlatego też te kilka zdjęć szczególnie cieszy oko, gdyż udało się zachować na dłużej tegoroczne zimowe krajobrazy.
I borówki były tak pięknie okryte śniegową pianą. Może te trochę śniegu ułatwi im żywot podczas najbliższego lata.A może jeszcze śnieg do nas zawita...
Poza kumulowaniem wody i jazdą na sankach śnieg pozwala też na obserwację wędrówek leśnego zwierza. W Aleksandrowskim lesie najwięcej napotkanych tropów należało do saren i dzików. Ale czemu tu się dziwić, skoro tam dziki nawet po osiedlowych drogach biegają i ryją trawniki pod płotami :)
A to czyje tropy???
Na koniec "przyrodnicza" ciekawostka - lodowe kamyki
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz