W zeszłym tygodniu udało się urwać dwa dni urlopu. W połączeniu z weekendem wyszły aż cztery wolne dni. Tyle czasu należało odpowiednio wykorzystać :) I tak, kontynuując coroczną, październikową tradycję, spędziłam baardzo aktwyny weekend w Tatrach.
Jak zawsze, Tatry nie zawiodły, było pięknie, przepięknie, bajecznie kolorowo :)
I mimo, że tym razem pogoda troszkę kaprysiła, stoki mieniły się wszystkimi kolorami jesieni:
Te piękne mozaiki tworzyły soczyście wybarwione porosty, borówki, wrzosy, paprocie, kosówki i świerki zmieszane z jarzębiną.
Co prawda pogoda momentami nie rozpieszczała i chmury skąpiły widoków:
To w tych zamglonych i zachmurzonych kosówkach nadal było coś niesamowitego. Co więcej, pośród chmur dochodziły głosy z rykowiska po słowackiej stronie.
Mimo chmur i niepogody udało się co nieco zatrzymać w kadrze:
- jesienne suszki
- grzybki
- i jeszcze kwiaty i owoce
| Goryczuszka orzęsiona (Gentianella ciliata) |
| Konwalijka dwulistna (Maianthemum bifolium | ) |
| Owoc czworolistu pospolitego (Paris quadrifolia) |
| Jesienne koronki |
Ponadto w Chochołowskiej praca wre. Ciągle są usuwane wiatrowały, przez co w tle słychać grające piły i gdzie nie spojrzeć widać leżące drewno.
Również korniki śmiało sobie na tych terenach poczynają, o czym świadczą place suchych świerków widoczne na stokach oraz porozstawiane pułapki na zrębach. Wystarczyło zerwać płat kory z leżącej kłody, by zobaczyć te małe żarłoczne szkodniki.
| Pułapka na kornika drukarza. |
I jeszcze ostatni rzut okiem na smreki skąpane w jesiennym słońcu.
A to jest jedna ze słodziasznych owiec, które oblazły auto na parkingu i trzeba było czekać aż się najedzą i sobie pójdą dalej :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz